Narodziny e-biznesu wywiad
Obrazek

Zagadka 21 – Jak rodzi się e-biznes? Wywiad z Agnieszką Siołek-Cichocką – projektantką zawodowej zmiany.

Jedną z najważniejszych zagadek e-biznesu jest moment jego narodzin. Jak to się dzieje, że z pomysłu na swój e-biznes przechodzimy do działania i zakładamy własną firmę? Czego potrzeba by zamienić marzenia w rzeczywistość?

W ostatnich latach wielu ludzi odważyło się i zamieniło pracę na etacie na własny biznes. Sklepy internetowe rosną jak grzyby po deszczu. Mimo ogromnej konkurencji kolejne osoby decydują się na spróbowanie własnych sił w e-commerce. Jeśli czujesz, że potrzebujesz zmiany i gdzieś w głębi duszy wiesz, że e-biznes to Twoja bajka, ale ciągle nie potrafisz podjąć ostatecznej decyzji czy założyć własny sklep internetowy i stać się swoim własnym szefem – przeczytaj ten wywiad. Na moje pytania odpowie Agnieszka Siołek-Cichocka – pedagog, logopeda, specjalista terapii pedagogicznej oraz projektant zawodowej zmiany. Agnieszka to również autorka cyklu „Uwierz w życie pozaetatowe”, opisując historie ludzi, którzy przeszli swoją metamorfozę zawodową i z pracowników stali się przedsiębiorcami.

narodziny e-biznesu czyli jak założyć sklep internetowy

Wiele osób zgłasza się do Ciebie z potrzebą przeprowadzenia zawodowej zmiany – przejścia z etatu na własny biznes. Czy wszystkie te osoby naprawdę nadają się do założenia własnego biznesu? Skąd pewność, że to dobra decyzja?

Nie wszyscy, którzy się do mnie zgłaszają chcą założyć własną firmę. Sporo osób chce zmienić pracę z etatowej na etatową, tylko przejść do innej branży. I nie każdy nadaje się do prowadzenia własnej firmy, tak jak nie każdy nadaje się do bycia na etacie. To kwestia indywidualna. Z resztą, nie wszyscy chcą mieć własny biznes. Zdecydowanie częściej mam do czynienia z osobami, które chcą zostać na etacie, a świetnie nadawałyby się do otworzenia własnej działalności. Natomiast ci, którzy chcą założyć firmę, powinni to zrobić, po to, aby spróbować swoich sił i przekonać się, jak im w życiu pozaetatowym jest. Oczywiście wdrażając w życie wcześniej zaplanowaną strategię. Nie polecam nikomu rzucania się na głęboką wodę i porywania się z motyką na słońce. Choć znam i takie osoby, którym taki krok wyszedł na dobre.

Wybór między etatem a firmą nie jest kwestią chcenia, ale indywidualnych preferencji, na które składają się predyspozycje osobowościowe, warunki pracy, które rozwijają konkretną osobę oraz jej wartości i mocne strony. To od konfiguracji tych czynników najwięcej zależy. Są osoby, które świetnie sprawdzają się w pracy na etacie i ani myślą to zmieniać. I dobrze. Bo etat nie jest gorszy od firmy. Jest nieodpowiedni, tylko wtedy, kiedy nie jest do nas dopasowany.

A co do pewności, że to dobra decyzja. Mam złą wiadomość. Takiej pewności nie da się osiągnąć przed założeniem firmy, a dopiero wtedy, kiedy zrobi się kilka kroków do przodu. Poza tym szanse powodzenia wzrastają, kiedy jesteśmy dobrze przygotowani. Jeżeli czujemy, że chcemy założyć firmę i mamy opracowaną strategię, warto działać. Mnie to wyszło na dobre ;)

Na stronie piszesz, że najmocniej kibicujesz wszystkim kobietom, które szukają swojej pasji i tworzą własne firmy. Kobieca solidarność?

Najmocniej kibicuję kobietom, ponieważ to nadal im najtrudniej przebić się na rynku pracy. Nie tylko z powodu ekonomiczno-­prawnych schodów, ale i społeczno-­kulturowych stereotypów. Dlatego uważam, że kobiety potrzebują większego wsparcia, najlepiej innych kobiet. Energia płynąca od innych kobiet oraz dobry przykład np. z biznesowo­-kobiecych kręgów wsparcia (przychodzi mi tutaj na myśl Latająca Szkoła Agaty Dutkowskiej ­czy Kreatywny Marketing Urszuli Phelep), projektów dla kobiet (np. projekt Kreatorka Kasi Żbikowskiej), które wspierają przedsiębiorczość, gdzie mogą zasięgnąć rad i poobserwować, w jaki sposób spełniać swoje marzenia i stawiać pierwsze kroki we własnej firmie są czymś niezastąpionym i niezwykle cennym. Co nie znaczy, że nie kibicuję mężczyznom. Dopinguję wszystkim przedsiębiorczym duszom, bez względu na płeć ;)

Z drugiej strony, tym dopingiem sama wyświadczam sobie przysługę, ponieważ chciałabym żyć w kraju kobiet pewnych siebie i świadomych swojej wartości. Przedsiębiorczość, choć nie tylko ona, ma z tym wiele wspólnego. Zawodowa zmiana wiąże się nie tylko ze spełnieniem marzeń, ale także z wyrzeczeniami. Bycie szefem to nie tylko zalety, ale również wady.

Z jakimi wadami tej zmiany najtrudniej się pogodzić? Masz doświadczenie i pracowałaś z wieloma osobami – jesteś w stanie określić na tej podstawie taką listę?

Wady są również kwestią indywidualną. Np. często z wymienianych wad posiadania jednoosobowej firmy jest praca w domu i w samotności. Dla mnie zaś to ogromny plus. Więc i tutaj wiele zależy od charakteru i osobowości. Z tego względu, jestem wyczulona, aby te kwestie rozważyć już przed założeniem firmy i stworzyć profil warunków pracy. W takim profilu należy wyszczególnić, jakie warunki nas rozwijają, a jakie nam szkodzą. W ten sposób można wyeliminować czynniki, które dokładają punktów na szalę minusów własnej działalności. To jednocześnie metoda na zmniejszenie stopnia ryzyka poniesienia porażki.

Ale jeśli już miałabym wymienić jakąś wadę posiadania własnej firmy to są nią niewątpliwie opłaty. Ten temat dotyczy każdego przedsiębiorcy. ZUS, podatki i inne koszta miesięczne utrzymania działalności. Reszta wad jest rzeczą względną i zależy od konkretnej osoby. Bo to, co dla jednego jest minusem, dla kogoś innego może być plusem i na odwrót. Z tego względu jestem wyczulona, aby takie kwestie rozważać tylko i wyłącznie z indywidualnej perspektywy. Z minusami i plusami własnej działalności jest jak z warunkami pracy. Każdy ma swoje. Dlatego nie polecam sugerowania się tym, jak na własnej działalności pracuje się innym. (O plusach i minusach własnej działalności pisałam tutaj.) Dobrym przykładem na to jest projekt „Uwierz w życie pozaetatowe” i sylwetki przedsiębiorczych kobiet, które w nim przedstawiam. Każda z historii pokazuje, że wady i zalety zależą m.in. od charakteru/osobowości, umiejętności i branży, w jakiej działamy.

Poza tym istnieje wiele mitów na temat posiadania własnej firmy i bycia szefem. To przekonania typu: „pracując z pasją, już nigdy nie przepracujesz ani minuty”, „jeśli jesteś dla siebie szefem to możesz wszystko i nic cię nie ogranicza”, „twoja motywacja będzie trwać wiecznie i będziesz ciągle zadowolony i szczęśliwy”, „będziesz pracować mniej”. Takiego myślenia radziłabym się wystrzegać przy planowaniu własnej działalności. Bo absolutnie tak nie jest.

To strach hamuje nas w działaniu. W swoich artykułach określasz bariery na jakie napotykamy w procesie decydowania o założeniu biznesu jako potwory. Jakie potwory najczęściej zabijają w nas odwagę i chęć do zmiany swojego życia? Jak z nimi walczyć?

Lubię bawić się metaforą i porównaniami, dlatego potwory tak bardzo pasują mi do strachów i lęków, jakie hamują nas przed podjęciem działalności. A jest ich naprawdę sporo i jest to temat rzeka.
Te najczęstsze to:

  • brak poczucia własnej wartości i wiary w siebie,
  • przekonanie, że etat jest najlepszą i najbezpieczniejsza formą zarabiania pieniędzy
  • strach przed porażką i przed tym, co powiedzą o nas inni
  • perfekcjonizm
A jak sobie z nimi radzić? Najlepszą formą jest działanie. Małymi kroczkami, po omacku i z błędami, ale działanie. To właśnie w działaniu przekonujemy się o swoich możliwościach i o sile rażenia naszych pomysłów. Działanie uczy nas również, że nie taki diabeł straszny, jak go malują. Pierwszy krok jest najgorszy i budzi największy strach. Warto jednak podjąć to ryzyko, aby zobaczyć co stoi za rogiem i przekonać się, że oprócz naszych czarnych myśli nie ma tak wielu przeszkód. Jeden krok, a później następny – po czasie okazuje się, że przeszliśmy niezły dystans ;) Poza tym działanie umożliwia rozwój i wychodzenie ze strefy własnego komfortu. Z nimi łatwiej pokonać największe strachy.

Czy to możliwe, żeby po założeniu własnego e-biznesu utrzymać „work-life balance”? Jak oddzielić pracę od życia osobistego, rodzinnego? Jak uchronić się przed pracoholizmem i nie zaniedbać rodziny?

To niemożliwe ;)

A tak serio to uważam, że aby osiągnąć w życiu/w pracy równowagę to trzeba ją najpierw zachwiać. Pamiętam pierwszy okres prowadzenia własnej firmy. To był dla mnie ciężki czas. Pracowałam sporo, do ogarnięcia była masa rzeczy a czasu wolnego niewiele. Byłam przemęczona, a moje samopoczucie leciało w dół. Jednak ten etap, teraz z perspektywy czasu, uważam za konieczny. To naturalne, że początki wyglądają właśnie tak. Są po to, aby nauczyć się, jak poruszać się między zadaniami i w jaki sposób nimi zarządzać oraz po to by wyciągnąć z tego właściwe wnioski. Najważniejsze jest to, aby w tym intensywnym czasie dbać o siebie i dawać sobie regularne zastrzyki energii w chwilach zaburzonej równowagi. Bo nie oszukujmy się, takich chwil będzie na początku bardzo dużo.

Ostatnio rodzi się we mnie takie poczucie, że work-life balance zaczyna przybierać formę kolejnego szkodliwego trendu. Ok, zgadzam się z tym, że trzeba dbać o energetyczny balans, ale w życiu i w pracy nie ma jednostajnej harmonii. Nie ma tak, że poziom jest ciągle taki sam. Za to są wzloty i upadki, góry i doliny, chwile mocy i słabości, radości i zwątpienia. Ciągła sinusoida. I dobrze, ponieważ te gorsze momenty również są nam do czegoś potrzebne, chociażby do tego, aby nauczyć się czegoś nowego i rozwijać się. Dlatego myślę, że nie da się osiągnąć permanentnego stanu work-life balanace. Jedyne co ważne, w mojej opinii, to nie siedzieć zbyt długo w dołku, w który zdarza się każdemu z nas od czasu do czasu wpaść.

Z Agnieszką Siołek-Cichocką rozmawiała Aleksandra Błaszczak.

Agnieszka Siołek-Cichocka
Agnieszka Siołek-­Cichocka
Poszukiwacz mocnych stron. Projektant zawodowej zmiany. Logopeda. Autor. Twórca. Wierzy w życie pozaetatowe. Pasjonatka rozwijania potencjału i wydobywania mocnych stron innych. Mieszka w Poznaniu i tutaj prowadzi swoją firmę. Pisze, bo bez pisania czuje się, jak bez ręki. Po godzinach żongluje słowami, bo ma do nich słabość.
sklep internetowy dostosowany do potrzeb naszych i naszych klientow wywiad
Obrazek

„Przyszedł czas na stworzenie sklepu internetowego dostosowanego do potrzeb naszych i naszych klientów”

Wywiad z Pauliną Rochmińską – o przygodzie z e-biznesem, o pracy nad rozwojem sklepu internetowego i wyzwaniami związanymi z uruchomieniem nowej platformy sprzedaży – „szytej na miarę”.

Prowadzisz sklep internetowy z dywanami. Opowiedz, jak zaczęła się Twoja przygoda z e-biznesem.

Działanie w handlu oraz prowadzenie sklepu z dywanami – zarówno internetowego jak i stacjonarnego, było w pewnym sensie nieuniknione. Chciałam dołączyć do rodzinnej firmy, która działa w branży dywanowej od ponad 25 lat i aktywnie uczestniczy w kreowaniu tego rynku w Polsce. Rozpoczynając pracę w firmie, jednocześnie uczęszczałam na studia licencjackie na Akademii Wychowania Fizycznego w Katowicach na kierunku Zarządzanie i Marketing, o specjalizacji Zarządzanie Turystyką Hotelarstwem i Gastronomią. Jednak po ich zakończeniu i złapaniu bakcyla marketingu, a także po zaangażowaniu się w rozwój firmy, w której pracowałam, postanowiłam, iż studia magisterskie ukierunkuję na specjalność związaną z prowadzeniem firmy. Wybór padł na Uniwersytet Ekonomiczny, kierunek Zarządzanie, a specjalność Zarządzanie Przedsiębiorstwem. Dzisiaj już wiem, że pewnie specjalność e-biznes mogła być równie pomocna. Po obronie dyplomu magistra, objęłam stanowisko menadżera sklepu i zajmuję się prowadzaniem sklepu firmowego Hurtowni Dywanów AJP w Zabrzu, a także rozwojem sklepu internetowego, w których stawiam na najlepszej jakości produkty oraz rzetelną obsługę.

Kiedy podjęliście decyzję o uruchomieniu sklepu internetowego?

Początkowo firma zajmowała się wyłącznie sprzedażą hurtowa, a z biegiem czasu i rozwoju rynku, kolejnym – naturalnym krokiem, było rozwinięcie sprzedaży detalicznej. W tym celu postanowiliśmy otworzyć sklep internetowy. Wtedy nie było jeszcze wielu e-sklepów, a my mieliśmy wyróżniającą się ofertę na rynku więc były to idealne warunki, aby wejść w sprzedaż internetową.

Sami uruchomiliście sklep czy wynajęliście do tego firmę zewnętrzną?

Robiliśmy to we własnym zakresie. Znaleźliśmy gotową, szablonową platformę, która do dziś funkcjonuje. Szablon dostosowaliśmy do swoich potrzeb, zrobiliśmy własną grafikę i z czasem ulepszaliśmy sklep o funkcje, które dostawca oprogramowania oferował w ramach aktualizacji. Przełomowym momentem było umożliwienie prowadzenia sprzedaży nie tylko w jednostkach całkowitych, ale również ułamkowych. Byliśmy w stanie sprzedać nie 2 metry chodnika, a 2m 35 cm, co było niezwykle istotne w prowadzeniu naszego biznesu. Zanim ta funkcja była wprowadzona, musieliśmy sobie radzić wpisując zamiast metrów – centymetry.

Czy sklep jest zintegrowany z systemem sprzedaży?

Nie, sklep jest zupełnie osobnym bytem. Cała oferta jest aktualizowana ręcznie. Do dziś na bieżąco wprowadzamy dane na temat towarów, ceny, stany magazynowe.

Nie jest to zbyt uciążliwe?

Jest to niestety uciążliwe, ale na tamte warunki nie było innego wyjścia. Jako, że sklep się rozwija, to problem staje się coraz większy, aczkolwiek nie jesteśmy jeszcze na tym etapie, by zainwestować w integrację. Jest to dla nas “kamień milowy” jaki zamierzamy w przyszłości osiągnąć.

Mimo utrudnień wynikających z braku integracji, posiadamy dużą kontrolę nad stanami magazynowymi. W sklepie stacjonarnym oraz w sklepie internetowym mamy ten sam towar, zatem jak tylko coś się sprzedaje w siedzibie firmy, aktualizujemy stan magazynowy w Internecie. Bardzo tego przestrzegamy, pomyłki zdarzają nam się bardzo sporadycznie.

Jak sobie radzicie z reklamacjami?

Nie pobieramy zadatków na poczet sprowadzenia dla Klienta dywanu, który w danej chwili jest niedostępny. Przed wysyłką dywany są przez nas sprawdzane i starannie pakowane. Pozwala to praktycznie uniknąć problemów z reklamacjami.

Jak się promujecie, jakie macie akcje promocyjne?

Mamy stałą akcję promocyjną o nazwie “Akcja aranżacja”. Klienci mogą wysyłać do nas zdjęcia dywanów, które u nas zakupili. Chodzi o to by pokazać, jak zakupiony dywan prezentuje się we wnętrzu ich domu. Jeśli takie zdjęcie otrzymamy, to klient dostaje rabat na kolejne zakupy w naszym sklepie internetowym. Otrzymane aranżacje umieszczamy w e-sklepie lub w mediach społecznościowych.

Planujecie uruchomić nową platformę sprzedaży. Opowiedz, skąd taka decyzja?

Gotowy sklep internetowy ogranicza nas w dużym stopniu i przyszedł czas na stworzenie platformy dostosowanej do potrzeb naszych i naszych klientów. Potrzebujemy bardziej rozwojowych rozwiązań, zwłaszcza, że rynek wymaga od nas dużej elastyczności. Stawiamy też na nową szatę graficzną – bardziej nowoczesną i przejrzystą. Chcemy również aby sklep był responsywny, gdyż coraz więcej osób robi zakupy przez komórkę lub tablet.

Czy obawiacie się, że nowa platforma nie spodoba się Waszym klientom?

To właśnie klienci sugerują nam, aby zmienić sklep, aby był on bardziej czytelny i nowoczesny. Mamy nadzieję, że wraz z wdrożeniem nowego sklepu uda nam się ich zadowolić. Mamy wielu lojalnych klientów, na których możemy liczyć, więc jeśli cokolwiek będzie nie tak, to na pewno nas o tym poinformują. Jest to też powód dla którego chcemy mieć sklep, który można dostosowywać do wymagań naszych klientów. Wtedy każda uwaga ze strony klienta będzie mogła mieć swój efekt w postaci zmian w sklepie. Do tej pory, przy rozwiązaniu “pudełkowym” było to niemożliwe.

Co jest ważne dla Was, jako właścicieli sklepu – czego Wy oczekujecie od nowej platformy?

Oczywiście uważamy, że nowy sklep powinien być przyjazny dla naszych klientów, prosty w obsłudze, czytelny i nowoczesny. Natomiast z naszej strony, jako administratorów i właścicieli, ogromie ważną kwestią jest również poprawa zarządzania sklepem. Prostota wprowadzania danych, możliwość dodania wielu danych jednym kliknięciem. To wszystko wpłynie na szybszą i wygodniejszą obsługę systemu i pozwoli na oszczędność czasu.

Niestety tworzenie nowej platformy, dostosowanej do naszych potrzeb to duży stres. Naprawdę trudno znaleźć firmę, która wywiąże się z założeń jakie są ustalane przed wdrożeniem, dotrzyma terminu realizacji i będzie oferowała odpowiedni poziom wsparcia na każdym etapie wdrożenia. Każda firma obiecuje cuda zanim złoży się zamówienie na system. Po wpłaceniu zaliczki kontakt się urywa, pojawiają się problemy, o których przy wstępnych rozmowach nawet nie było mowy, a przy końcowym rozliczeniu sklep odbiega od pierwotnych ustaleń. Dużo czasu przeznacza się na tworzenie projektu graficznego, który właściwie nic nie mówi nam o sklepie od strony funkcjonalnej, jednocześnie pomijając, jak się później okazuje, ważniejsze kwestie techniczne. Obsługi systemu właściciel musi uczyć się sam, metoda prób i błędów, odkrywając nie rzadko coraz to nowe problemy wynikające z wdrożonych funkcjonalności, których żaden wdrożeniowiec nie był wstanie przewidzieć lub o nich nie poinformował na samym początku. Jak się przed tym zabezpieczyć – nie wiem.

Okazuje się zatem, że to kolejna zagadka do opisania na tym blogu! Rozumiem, że nowy sklep jeszcze jest w trakcie uruchomienia?

Tak, nadal trwa wdrożenie, więc klienci robią zakupy w naszym poprzednim sklepie.

Weszłaś w rodzinną firmę. Można pomyśleć, że nie był to Twój wybór, lecz coś narzuconego z góry. Czy ta praca daje Ci satysfakcję?

To był mój wybór. Ta praca jest moją pasją, interesują mnie nowości, trendy i różnego rodzaju ciekawostki, nie tylko pochodzące z branży tekstylnej, ale też z całej branży dekoratorskiej. Lubię aranżować pomieszczenia. Telefony od Klientów w podziękowaniu za dobrą poradę dotycząca wyboru dywanu/ tekstury/ kolorów, satysfakcjonują mnie najbardziej. Upewniają mnie też, że działam i rozwijam się we właściwym kierunku. Na co dzień dokształcam się z zakresu fotografii, programów graficznych i nowinek internetowych.

Z Pauliną Rochmińską rozmawiała Aleksandra Błaszczak.

Paulina Rochmińska
Paulina Rochmińska, menadżer sklepu dywanoweinspiracje.pl. Odpoczywa podróżując, robiąc zakupy, oglądając kabarety lub czytając dobrą książkę – najlepiej trzymający w napięciu kryminał.