Obrazek

Zagadka 21 – Jak rodzi się e-biznes? Wywiad z Agnieszką Siołek-Cichocką – projektantką zawodowej zmiany.

Jedną z najważniejszych zagadek e-biznesu jest moment jego narodzin. Jak to się dzieje, że z pomysłu na swój e-biznes przechodzimy do działania i zakładamy własną firmę? Czego potrzeba by zamienić marzenia w rzeczywistość?

W ostatnich latach wielu ludzi odważyło się i zamieniło pracę na etacie na własny biznes. Sklepy internetowe rosną jak grzyby po deszczu. Mimo ogromnej konkurencji kolejne osoby decydują się na spróbowanie własnych sił w e-commerce. Jeśli czujesz, że potrzebujesz zmiany i gdzieś w głębi duszy wiesz, że e-biznes to Twoja bajka, ale ciągle nie potrafisz podjąć ostatecznej decyzji czy założyć własny sklep internetowy i stać się swoim własnym szefem – przeczytaj ten wywiad. Na moje pytania odpowie Agnieszka Siołek-Cichocka – pedagog, logopeda, specjalista terapii pedagogicznej oraz projektant zawodowej zmiany. Agnieszka to również autorka cyklu “Uwierz w życie pozaetatowe”, opisując historie ludzi, którzy przeszli swoją metamorfozę zawodową i z pracowników stali się przedsiębiorcami.

narodziny e-biznesu czyli jak założyć sklep internetowy

Wiele osób zgłasza się do Ciebie z potrzebą przeprowadzenia zawodowej zmiany – przejścia z etatu na własny biznes. Czy wszystkie te osoby naprawdę nadają się do założenia własnego biznesu? Skąd pewność, że to dobra decyzja?

Nie wszyscy, którzy się do mnie zgłaszają chcą założyć własną firmę. Sporo osób chce zmienić pracę z etatowej na etatową, tylko przejść do innej branży. I nie każdy nadaje się do prowadzenia własnej firmy, tak jak nie każdy nadaje się do bycia na etacie. To kwestia indywidualna. Z resztą, nie wszyscy chcą mieć własny biznes. Zdecydowanie częściej mam do czynienia z osobami, które chcą zostać na etacie, a świetnie nadawałyby się do otworzenia własnej działalności. Natomiast ci, którzy chcą założyć firmę, powinni to zrobić, po to, aby spróbować swoich sił i przekonać się, jak im w życiu pozaetatowym jest. Oczywiście wdrażając w życie wcześniej zaplanowaną strategię. Nie polecam nikomu rzucania się na głęboką wodę i porywania się z motyką na słońce. Choć znam i takie osoby, którym taki krok wyszedł na dobre.

Wybór między etatem a firmą nie jest kwestią chcenia, ale indywidualnych preferencji, na które składają się predyspozycje osobowościowe, warunki pracy, które rozwijają konkretną osobę oraz jej wartości i mocne strony. To od konfiguracji tych czynników najwięcej zależy. Są osoby, które świetnie sprawdzają się w pracy na etacie i ani myślą to zmieniać. I dobrze. Bo etat nie jest gorszy od firmy. Jest nieodpowiedni, tylko wtedy, kiedy nie jest do nas dopasowany.

A co do pewności, że to dobra decyzja. Mam złą wiadomość. Takiej pewności nie da się osiągnąć przed założeniem firmy, a dopiero wtedy, kiedy zrobi się kilka kroków do przodu. Poza tym szanse powodzenia wzrastają, kiedy jesteśmy dobrze przygotowani. Jeżeli czujemy, że chcemy założyć firmę i mamy opracowaną strategię, warto działać. Mnie to wyszło na dobre ;)

Na stronie piszesz, że najmocniej kibicujesz wszystkim kobietom, które szukają swojej pasji i tworzą własne firmy. Kobieca solidarność?

Najmocniej kibicuję kobietom, ponieważ to nadal im najtrudniej przebić się na rynku pracy. Nie tylko z powodu ekonomiczno-­prawnych schodów, ale i społeczno-­kulturowych stereotypów. Dlatego uważam, że kobiety potrzebują większego wsparcia, najlepiej innych kobiet. Energia płynąca od innych kobiet oraz dobry przykład np. z biznesowo­-kobiecych kręgów wsparcia (przychodzi mi tutaj na myśl Latająca Szkoła Agaty Dutkowskiej ­czy Kreatywny Marketing Urszuli Phelep), projektów dla kobiet (np. projekt Kreatorka Kasi Żbikowskiej), które wspierają przedsiębiorczość, gdzie mogą zasięgnąć rad i poobserwować, w jaki sposób spełniać swoje marzenia i stawiać pierwsze kroki we własnej firmie są czymś niezastąpionym i niezwykle cennym. Co nie znaczy, że nie kibicuję mężczyznom. Dopinguję wszystkim przedsiębiorczym duszom, bez względu na płeć ;)

Z drugiej strony, tym dopingiem sama wyświadczam sobie przysługę, ponieważ chciałabym żyć w kraju kobiet pewnych siebie i świadomych swojej wartości. Przedsiębiorczość, choć nie tylko ona, ma z tym wiele wspólnego. Zawodowa zmiana wiąże się nie tylko ze spełnieniem marzeń, ale także z wyrzeczeniami. Bycie szefem to nie tylko zalety, ale również wady.

Z jakimi wadami tej zmiany najtrudniej się pogodzić? Masz doświadczenie i pracowałaś z wieloma osobami – jesteś w stanie określić na tej podstawie taką listę?

Wady są również kwestią indywidualną. Np. często z wymienianych wad posiadania jednoosobowej firmy jest praca w domu i w samotności. Dla mnie zaś to ogromny plus. Więc i tutaj wiele zależy od charakteru i osobowości. Z tego względu, jestem wyczulona, aby te kwestie rozważyć już przed założeniem firmy i stworzyć profil warunków pracy. W takim profilu należy wyszczególnić, jakie warunki nas rozwijają, a jakie nam szkodzą. W ten sposób można wyeliminować czynniki, które dokładają punktów na szalę minusów własnej działalności. To jednocześnie metoda na zmniejszenie stopnia ryzyka poniesienia porażki.

Ale jeśli już miałabym wymienić jakąś wadę posiadania własnej firmy to są nią niewątpliwie opłaty. Ten temat dotyczy każdego przedsiębiorcy. ZUS, podatki i inne koszta miesięczne utrzymania działalności. Reszta wad jest rzeczą względną i zależy od konkretnej osoby. Bo to, co dla jednego jest minusem, dla kogoś innego może być plusem i na odwrót. Z tego względu jestem wyczulona, aby takie kwestie rozważać tylko i wyłącznie z indywidualnej perspektywy. Z minusami i plusami własnej działalności jest jak z warunkami pracy. Każdy ma swoje. Dlatego nie polecam sugerowania się tym, jak na własnej działalności pracuje się innym. (O plusach i minusach własnej działalności pisałam tutaj.) Dobrym przykładem na to jest projekt „Uwierz w życie pozaetatowe” i sylwetki przedsiębiorczych kobiet, które w nim przedstawiam. Każda z historii pokazuje, że wady i zalety zależą m.in. od charakteru/osobowości, umiejętności i branży, w jakiej działamy.

Poza tym istnieje wiele mitów na temat posiadania własnej firmy i bycia szefem. To przekonania typu: „pracując z pasją, już nigdy nie przepracujesz ani minuty”, „jeśli jesteś dla siebie szefem to możesz wszystko i nic cię nie ogranicza”, „twoja motywacja będzie trwać wiecznie i będziesz ciągle zadowolony i szczęśliwy”, „będziesz pracować mniej”. Takiego myślenia radziłabym się wystrzegać przy planowaniu własnej działalności. Bo absolutnie tak nie jest.

To strach hamuje nas w działaniu. W swoich artykułach określasz bariery na jakie napotykamy w procesie decydowania o założeniu biznesu jako potwory. Jakie potwory najczęściej zabijają w nas odwagę i chęć do zmiany swojego życia? Jak z nimi walczyć?

Lubię bawić się metaforą i porównaniami, dlatego potwory tak bardzo pasują mi do strachów i lęków, jakie hamują nas przed podjęciem działalności. A jest ich naprawdę sporo i jest to temat rzeka.
Te najczęstsze to:

  • brak poczucia własnej wartości i wiary w siebie,
  • przekonanie, że etat jest najlepszą i najbezpieczniejsza formą zarabiania pieniędzy
  • strach przed porażką i przed tym, co powiedzą o nas inni
  • perfekcjonizm
A jak sobie z nimi radzić? Najlepszą formą jest działanie. Małymi kroczkami, po omacku i z błędami, ale działanie. To właśnie w działaniu przekonujemy się o swoich możliwościach i o sile rażenia naszych pomysłów. Działanie uczy nas również, że nie taki diabeł straszny, jak go malują. Pierwszy krok jest najgorszy i budzi największy strach. Warto jednak podjąć to ryzyko, aby zobaczyć co stoi za rogiem i przekonać się, że oprócz naszych czarnych myśli nie ma tak wielu przeszkód. Jeden krok, a później następny – po czasie okazuje się, że przeszliśmy niezły dystans ;) Poza tym działanie umożliwia rozwój i wychodzenie ze strefy własnego komfortu. Z nimi łatwiej pokonać największe strachy.

Czy to możliwe, żeby po założeniu własnego e-biznesu utrzymać “work-life balance”? Jak oddzielić pracę od życia osobistego, rodzinnego? Jak uchronić się przed pracoholizmem i nie zaniedbać rodziny?

To niemożliwe ;)

A tak serio to uważam, że aby osiągnąć w życiu/w pracy równowagę to trzeba ją najpierw zachwiać. Pamiętam pierwszy okres prowadzenia własnej firmy. To był dla mnie ciężki czas. Pracowałam sporo, do ogarnięcia była masa rzeczy a czasu wolnego niewiele. Byłam przemęczona, a moje samopoczucie leciało w dół. Jednak ten etap, teraz z perspektywy czasu, uważam za konieczny. To naturalne, że początki wyglądają właśnie tak. Są po to, aby nauczyć się, jak poruszać się między zadaniami i w jaki sposób nimi zarządzać oraz po to by wyciągnąć z tego właściwe wnioski. Najważniejsze jest to, aby w tym intensywnym czasie dbać o siebie i dawać sobie regularne zastrzyki energii w chwilach zaburzonej równowagi. Bo nie oszukujmy się, takich chwil będzie na początku bardzo dużo.

Ostatnio rodzi się we mnie takie poczucie, że work-life balance zaczyna przybierać formę kolejnego szkodliwego trendu. Ok, zgadzam się z tym, że trzeba dbać o energetyczny balans, ale w życiu i w pracy nie ma jednostajnej harmonii. Nie ma tak, że poziom jest ciągle taki sam. Za to są wzloty i upadki, góry i doliny, chwile mocy i słabości, radości i zwątpienia. Ciągła sinusoida. I dobrze, ponieważ te gorsze momenty również są nam do czegoś potrzebne, chociażby do tego, aby nauczyć się czegoś nowego i rozwijać się. Dlatego myślę, że nie da się osiągnąć permanentnego stanu work-life balanace. Jedyne co ważne, w mojej opinii, to nie siedzieć zbyt długo w dołku, w który zdarza się każdemu z nas od czasu do czasu wpaść.

Z Agnieszką Siołek-Cichocką rozmawiała Aleksandra Błaszczak.

Agnieszka Siołek-Cichocka
Agnieszka Siołek-­Cichocka
Poszukiwacz mocnych stron. Projektant zawodowej zmiany. Logopeda. Autor. Twórca. Wierzy w życie pozaetatowe. Pasjonatka rozwijania potencjału i wydobywania mocnych stron innych. Mieszka w Poznaniu i tutaj prowadzi swoją firmę. Pisze, bo bez pisania czuje się, jak bez ręki. Po godzinach żongluje słowami, bo ma do nich słabość.
Obrazek

“Bez inwestowania w markę nie wyobrażam sobie sprzedaży w internecie” – Wywiad z Pauliną Potyrą-Kaczerowską

Tym razem chcę podzielić się z Tobą niezwykłą historią osoby, która jak za dotknięciem magicznej różczki, zmienia blachę w niezwykłą biżuterię. W podobnie magiczny sposób zmieniła swoją pasję w biznes, który dziś daje jej wiele satysfakcji i wolności. Jak sobie radzi prowadząc swój sklep internetowy? Co uważa za podstawę prowadzenia biznesu? Jak rozwija swoją działalność? Zapraszam do inspirującej lektury.

Tradycyjne metody złotnicze to niecodzienne hobby. Skąd taka pasja i pomysł na biznes?

Wszystko zaczęło się od moich zainteresowań. Później zrodziła się pasja do tworzenia biżuterii, a dopiero na końcu pomysł na biznes. Projektowanie, tworzenie różnych form, zabawa materiałami towarzyszy mi od dziecka. Moją ulubioną zabawką był zestaw małego stolarza, w którym była m.in. piła! Potrzeba była we mnie zawsze i przejawiała się w formie różnych pomysłów – rysowanie, rzeźbienie z gliny, zabawa z drewnem, szkłem, malowanie itp. Bawiłam się różnymi materiałami, aż koleżanka któregoś dnia wyciągnęła mnie na weekendowe zajęcia z robienia biżuterii technikami złotniczymi. Wtedy okazało się, że metal jest niezwykle wdzięcznym materiałem i można z niego zrobić cuda. Zafascynowało mnie to, że z tak surowego materiału jak kawał blachy, za pomocą ciężkich i ostrych narzędzi można stworzyć małe, piękne przedmioty, które podkreślają urodę.

Rozbieżność procesu tworzenia od finalnego produktu jest nieprawdopodobna. Żeby to pokazać nakręciłam klip z pracowni, na którym widać jak powstaje piękny, błyszczący pierścionek Princess, który stał się moim flagowym produktem i jest głównym bohaterem w moim logo.

Po jakimś czasie poszłam do szkoły złotniczej, w której spędziłam kilka lat ucząc się złotnictwa. Wybrałam warszawską, prywatną szkołę złotniczą – Wytwórnia Antidotum. To był doskonały wybór. Trafiłam w pełne pasji miejsce, w którym stawia się na rzetelną naukę od podstaw krok po kroku, ale też od początku inicjuje się kreatywność i niezależność projektanta. Przy każdym zadaniu, każdej nowej technice, konsekwentnie wymyślałam w jakim produkcie ją zastosuję. Przez to zaczął mi się klarować konkretny styl. Zamiast odtwarzać i powielać, mogłam ucząc się realizować już spójne, zgodne z moją wizją projekty.

W którymś momencie okazało się, że mam pełne szuflady biżuterii, z których dało się stworzyć lub zbudować kilka kolekcji, a rodzina i znajomi byli już hojnie obdarowani. Do tego w międzyczasie zostałam przyjęta do Stowarzyszenia Twórców Form Złotniczych. Coś trzeba było zdecydować – albo się z tym tematem pożegnać i ciągnąć, co najwyżej, jako hobby albo założyć własną pracownię i zacząć intensywnie pracować nad własną marką. Wybrałam to drugie.

Kiedy podjęłaś decyzję o uruchomieniu sklepu internetowego i dlaczego?

Tak naprawdę właśnie wtedy, kiedy postanowiłam zająć się swoją biżuterią na poważnie. Miałam na celu dwie, a właściwie trzy rzeczy – znaleźć pracownię żeby nie pracować w domu, zacząć budować swoją markę i dotrzeć z nią do klientów. To był trudny czas kiedy równolegle pracowałam w korporacji. Każdy krok musiał być dokładnie przemyślany, bo własna firma pochłaniała mi wieczory, weekendy i urlopy, z czego dużo czasu zajmowało samo wykonywanie biżuterii. Nieocenione w tym czasie było wsparcie ze strony męża, który konsekwentnie popierał moje decyzje, znosił mój permanentny brak czasu, motywował do działania i cieszył się ze mną z pierwszych sukcesów. Wbrew pozorom podjęcie decyzji o porzuceniu kariery w dużej firmie na rzecz własnej, niepewnej działalności wymaga dużo odwagi, wielopłaszczyznowej analizy różnych scenariuszy i mentalnego wsparcia otoczenia.

Zajęło mi to trochę ponad rok. Sklep internetowy był pierwszym pomysłem. Chciałam połączyć miejsce, gdzie można zobaczyć moje portfolio, gdzie mogę odesłać zainteresowanego klienta, który będzie mógł od razu moje produkty kupić i pokazać się światu. Biorąc pod uwagę dzisiejsze możliwości sklep prowadzić można nawet używając telefonu w autobusie. Nadal układam swoją pracę i dobieram narzędzia tak, aby móc pracować z każdego miejsca na ziemi. To mi bardzo ułatwia życie.

Jak wyglądały początki Twojej przygody z e-­biznesem i jak czujesz się w internecie teraz?

Początki były trudne. Nie jest to zdecydowanie biznes bezobsługowy. Prowadzenie sklepu internetowego wymaga wielu dodatkowych aktywności – robienie zdjęć (tego trzeba się nauczyć albo outsource’ować), regularne wrzucanie produktów, aktualizacje, zmienianie ofert i promocji, tworzenie opisów do produktów, budowanie całej koncepcji no i do tego promowanie strony. Prowadzenie sklepu wymagało i wymaga nadal wielu równoległych działań w internecie – obecność w popularnych galeriach internetowych oraz w mediach społecznościowych. Rozkręcanie tego zajęło mi wiele czasu i nadal mam ogromne pole do działania i usprawniania. Wybrałam sobie specyficzną branżę, gdzie ważne jest zaprzyjaźnienie się z klientem. Najlepiej wychodzi to w bezpośrednim kontakcie więc na efekty działań online trzeba zapracować i chwilę poczekać. Nie dzieje się to od razu.

Potyra Design istnieje nie tylko w internecie. Jak powstaje Twoja sieć dystrybucji? Współpracujesz z showroomem w Londynie, Twoją biżuterię można również znaleźć w Lublinie i Warszawie.

To jest to, o czym właśnie mówiłam. Biżuteria, robiona często na zamówienie, nie może istnieć tylko w internecie. Trzeba z nią wyjść do klienta, pokazać mu ją i o niej opowiedzieć. To są rzeczy robione ręcznie, za którymi kryją się konkretne historie. Można je dopasować, zrobić według życzenia, zmienić. Nie jest to produkt powtarzalny i masowy, który sprzedaje się hurtem. Dlatego drugą, ważną odnogą sprzedaży jest dotarcie do miejsc, gdzie ten klient jest i gdzie takich rzeczy poszukuje.

Współpracujące sklepy dobieram bardzo starannie. Sprawdzam do jakiego klienta są skierowane, jakie inne produkty oferują, czy moje produkty będą odpowiednio wyeksponowane i czy obsługa jest odpowiednio przygotowana. Często po czasie weryfikuję realia z moimi oczekiwaniami i jeśli zajdzie taka potrzeba, zmieniam miejsca na nowe.

Zależy mi na tym, żeby moi klienci otrzymywali najwyższą jakość obsługi. Dlatego też m.in. otworzyłam w swojej pracowni showroom, w którym klienci mogą obejrzeć i zmierzyć moją biżuterię, poradzić się, porozmawiać o tym czego szukają. Na miejscu mogę ją modyfikować, zaprojektować, a przy tym, co dla mnie ważne – widzą jak ta biżuteria powstaje. Inaczej jest kupować produkt bezosobowy, a inaczej kiedy jest on dokładnie dopasowany do danej osoby. Bardzo lubię kontakt z moimi klientami. Chętnie się z nimi spotykam. Mam na bieżąco feedback odnośnie produktów i ich potrzeb. Często właśnie po takich rozmowach powstają nowe produkty i kolekcje. Zresztą klientki też lubią do mnie przychodzić. Co może być przyjemniejszego niż parę chwil w przyjemnym, kameralnym, babskim miejscu, gdzie można się napić pysznej herbaty lub kawy przywiezionej z różnych zakątków świata, poplotkować i pomierzyć błyskotki, a przy tym mieć obsługę nakierowaną tylko na siebie? Nic z tym nie może konkurować.

Masz kanał na Facebooku i konto na Pinterest. Czy social media są ważnym elementem promowania Twojej marki?

Social media odgrywają ogromną rolę. Budują wizerunek marki, wiarygodność, tworzą historię, opowiadają z detalami o produkcie i kierują do punktów sprzedaży oraz na stronę. Wielu klientów z offline „pozostaje w kontakcie” z marką poprzez media społecznościowe, a równolegle pojawiają się w ten sposób nowi, którzy szukają tego typu rzeczy. Obecność w social media ma bezpośrednie przełożenie na sprzedaż.

Często bierzesz udział w targach związanych z designem. Czy zainteresowanie osób uczestniczących w tych wydarzeniach przekłada się na liczbę lojalnych klientów Twojej marki?

Targi to trzecia, bardzo istotna, a nie wiem czy nie najważniejsza odnoga sprzedaży w moim biznesie. Tu nie czekam na klienta, a wychodzę bezpośrednio tam, gdzie on jest i tam, gdzie mogę z nim porozmawiać. Dzięki temu nawiązuję najlepszy kontakt z ludźmi, bo widzą, że za tymi błyskotkami stoi żywa osoba, która się pod tą pracą podpisuje. To ma ogromny wpływ na zainteresowanie marką. Osoby, które kupują moje produkty na targach bardzo często do mnie wracają na innych eventach, przychodzą do mnie do pracowni lub po prostu dzwonią kiedy czegoś nowego potrzebują. Często odzywają się do mnie panie i panowie i mówią „Pani Paulino, potrzebuję coś na prezent na imieniny/urodziny/święta dla żony/przyjaciółki/mamy/córki. Będę u Pani za godzinę.” Wtedy siadamy razem i rozmawiamy o tym jaki ta osoba ma typ urody, jaką biżuterię nosi, jak się ubiera i razem coś wybieramy. Czasem już wiem, że córka Pani X lubi długie, etniczne kolczyki, a żona Pana Y delikatną biżuterię i pod tym kątem staram się coś przygotować. Tacy klienci wracają do mnie i wychodzą na każde święta z zestawami dla całej rodziny i dla siebie oczywiście.

W Twoim sklepie internetowym możemy podziwiać galerię z pięknymi zdjęciami wykonanymi na profesjonalnej sesji. Możemy również poznać bliżej Ciebie oraz Twoją pasję dzięki filmowi zamieszczonemu w dziale “O mnie”. Są to interesujące i dobrej jakości materiały. Takie podejście do biznesu na pewno świetnie kształtuje wizerunek, czy ma też przełożenie na sprzedaż? Jakie jest Twoje podejście do inwestowania w swoją markę?

Tak jak już wcześniej mówiłam, sprzedaję produkt, który nie jest masowy, o którym trzeba opowiadać. Film pokazuje co stoi za tymi produktami, kto je wykonuje, jak powstają. Widzimy, że nie robi ich maszyna i mają duszę. Poza tym widzimy, że możemy np. zmienić kolor oczka w pierścionku, rozmiar albo szerokość. Pokazuję w ten sposób też to, że jeśli dana pani marzy od lat o jakiejś kolii, ale nie może jej nigdzie znaleźć, to może właśnie do mnie przyjść bo razem tą kolię stworzymy. Opowiadam o tym zapraszając do mojej pracowni, przez którą trzeba przejść odwiedzając showroom. Klientów z internetu też chciałam do tej pracowni zaprosić w postaci filmu. Ponadto uważam, że dziś określenie “handmade” jest mocno nadużywane. W sieci znaleźć można na to hasło masę różnego rodzaju produktów – od bardzo prostych, typu nawlekane na żyłkę koraliki, które może wykonać w domu każdy (tych jest cała masa, a ich ceny są bardzo niskie) przez biżuterię, w której ktoś zawiesił gotową zawieszkę na gotowy łańcuszek i na tym polegała “ręczna robota”, aż po naprawdę skomplikowane projekty wymagające warsztatu. Muszę się z tego wyróżnić, dlatego też powstał ten klip.

Jeśli chodzi o zdjęcia – bez nich nie mogłabym zaistnieć w internecie. Kupując biżuterię najlepiej ją zmierzyć. Dużo pań i panów ogląda biżuterię na targach, a później zamawia ją w internecie. Jeśli trafi do mnie klient z internetu, który nigdy nie widział tych produktów na żywo, musi dostać dobre, dokładne zdjęcie biżuterii, pokazujące co otrzyma. Najlepiej jak są to zdjęcia wykonane na modelce albo manekinie. Widać wtedy dokładnie długość, rozmiar i łatwiej sobie wyobrazić czy nam lub komuś będzie w tym ładnie. Dlatego jeśli chodzi o przedstawienie marki, to bezwzględnie wyznaję zasadę, że oczywiście z umiarem i odpowiednio do skali biznesu, ale należy w nią inwestować. Bez tego nie wyobrażam sobie sprzedaży w internecie.

Z Pauliną Potyrą-Kaczerowską rozmawiała Aleksandra Błaszczak

paulina potyra
Paulina Potyra-Kaczerowska
Markę Paulina Potyra Design stworzyłam dla kobiet, które cenią sobie indywidualność i wyznają ideę slow fashion. W projektach staram się łączyć nowoczesne wzornictwo z ponadczasową klasyką. Każdy z nich jest unikalny i powstaje według tradycyjnych metod złotniczych w mojej pracowni na warszawskim Mokotowie. Od 2013 roku jestem członkiem Stowarzyszenia Twórców Form Złotniczych. Prowadzę sklep internetowy potyra.com
Obrazek

“Kobieta wkracza w e-commerce” – Wywiad z Katarzyną Ryfką-Cygan

Tuż przed Świętami postanowiłam podzielić się z Tobą wywiadem, jaki przeprowadziłam z Katarzyną Ryfką-Cygan – autorką książki “Kobieta wkracza w e-commerce”. Dowiesz się z niego kilku ciekawostek z życia autorki oraz poznasz wyjątkowe kulisy powstawania książki (do czego kobiety są zdolne!). Serdecznie zapraszam!

Jak zaczęła się Pani przygoda z e-commerce?

Katarzyna Ryfka-Cygan: Zaczęłam ponad 10 lat temu, gdy e-commerce w Polsce jeszcze raczkował, a sklepów było łącznie ok. 500. Samą ideą sprzedaży online zaraził mnie mój Tata pokazując pewne możliwości. Wzięliśmy sprawę w swoje ręce i tak powstał pierwszy sklep internetowy z drobnym AGD. Co więcej, był to czas, gdy tego typu sprzęt był w sklepach bardzo drogi, a my znaleźliśmy miejsca, w których można było go dostać dużo taniej i tak zrodził się biznes. :)

Skąd pomysł na napisanie książki?

Katarzyna Ryfka-Cygan: Z praktyki. Jestem aktywną trenerką e-cmmerce, prowadzę szkolenia w całej Polsce. Zauważyłam podczas ich przeprowadzania, że kobiety mają specyficzne problemy. Wiele z nich natomiast dysponuje świetnymi warunkami do tego typu biznesu. Książka miała więc pokazać im możliwości, sposoby, zmotywować oraz – już bardziej konkretnie i technicznie – pomóc w uruchomieniu własnego sklepu internetowego. Poza tym, z zamiarem napisania książki nosiłam się już od dłuższego czasu, zawsze chciałam to zrobić. Ale dopiero na niedługo przed rozpoczęciem jej pisania podjęłam decyzję, że adresować ją będę właśnie do kobiet. Co nie zmienia faktu, że sięgają po nią również mężczyźni, i z tego co wiem, bardzo sobie chwalą :)

Jak wyglądał proces tworzenia książki?

Katarzyna Ryfka-Cygan: U mnie wszystko przebiega dość szybko zawsze, nie inaczej było w tym wypadku. Decyzja zapadła w okolicach Świąt Bożego Narodzenia, a już pod koniec stycznia miałam 90% treści. Tej pierwszej, merytorycznej. Kluczem do sukcesu była systematyczność, a że pisałam głownie z własnego doświadczenia, nie sięgałam do literatury naukowej itp, to poszło naprawdę gładko. Wywiady tworzyłam później z uwagi na… poród ;) Po urodzeniu córeczki dałam sobie chwilę oddechu i odpoczynku od pisania, do czego wróciłam po 2 miesiącach i zaczęłam zbierać materiały doc części wywiadowej. W ten sposób, w niecałe 7 miesięcy powstała “Kobieta wkracza w e-commerce”.

Czy w trakcie pisania były jakieś załamania/zwątpienia?

Katarzyna Ryfka-Cygan: Nie wiem, czy rozczaruję, czy nie, ale nie :) Nie było na to czasu tak naprawdę. Oczywiście poza takimi zwykłymi, związanymi np. z systematycznością – postanowiłam sobie, że będę pisać godzinę dziennie. I wytrwale ten cel realizowałam. Choć nie zawsze mi się chciało, byłam wówczas w 8 miesiącu ciąży, czasem czułam się lepiej, czasem gorzej i te drugie sytuacje bardzo kusiły do przerwania tego ciągu. Ale znalazłam w sobie wewnętrzną siłę i nie poddałam się temu na szczęście :) Cały czas miałam przed oczami efekt końcowy, wręcz to uczucie, jakie wyobrażałam sobie, że towarzyszy trzymaniu egzemplarza własnej książki w rękach. Działało!

kobieta wkracza w e-commerce

Jakie to uczucie trzymać książkę napisaną przez siebie w ręce?

Katarzyna Ryfka-Cygan: No właśnie – jeszcze lepsze, niż myślałam na początku ;) Wiem, co jest w środku, wiem, jak dużą wartość daję ludziom i wiem, jakie podziękowania od nich otrzymuję. I jestem tym wszystkim ogromnie podekscytowana! Za każdym razem jak biorę ją do ręki, choć od wydania minęło już troszkę czasu.

Jakie plany na przyszłość?

Katarzyna Ryfka-Cygan: Mam w planach całą serię kolejnych książek, tematycznych, dla e-commerce. Ale na razie musiałam ten pomysł nieco odsunąć w czasie z uwagi na formułę, jaką chcę zastosować i czas, który teraz u mnie jest na wagę złota. Obecnie skupiam się na promocji już wydanej książki, szkoleniach i ich rozwoju oraz rozwoju firmy. Kolejne książki muszą chyba chwilę zaczekać na wolny termin w moim kalendarzu realizacji pomysłów :)

Z Katarzyną Ryfką-Cygan rozmawiała Aleksandra Błaszczak.

sklep internetowy dostosowany do potrzeb naszych i naszych klientow wywiad
Obrazek

“Przyszedł czas na stworzenie sklepu internetowego dostosowanego do potrzeb naszych i naszych klientów”

Wywiad z Pauliną Rochmińską – o przygodzie z e-biznesem, o pracy nad rozwojem sklepu internetowego i wyzwaniami związanymi z uruchomieniem nowej platformy sprzedaży – “szytej na miarę”.

Prowadzisz sklep internetowy z dywanami. Opowiedz, jak zaczęła się Twoja przygoda z e-biznesem.

Działanie w handlu oraz prowadzenie sklepu z dywanami – zarówno internetowego jak i stacjonarnego, było w pewnym sensie nieuniknione. Chciałam dołączyć do rodzinnej firmy, która działa w branży dywanowej od ponad 25 lat i aktywnie uczestniczy w kreowaniu tego rynku w Polsce. Rozpoczynając pracę w firmie, jednocześnie uczęszczałam na studia licencjackie na Akademii Wychowania Fizycznego w Katowicach na kierunku Zarządzanie i Marketing, o specjalizacji Zarządzanie Turystyką Hotelarstwem i Gastronomią. Jednak po ich zakończeniu i złapaniu bakcyla marketingu, a także po zaangażowaniu się w rozwój firmy, w której pracowałam, postanowiłam, iż studia magisterskie ukierunkuję na specjalność związaną z prowadzeniem firmy. Wybór padł na Uniwersytet Ekonomiczny, kierunek Zarządzanie, a specjalność Zarządzanie Przedsiębiorstwem. Dzisiaj już wiem, że pewnie specjalność e-biznes mogła być równie pomocna. Po obronie dyplomu magistra, objęłam stanowisko menadżera sklepu i zajmuję się prowadzaniem sklepu firmowego Hurtowni Dywanów AJP w Zabrzu, a także rozwojem sklepu internetowego, w których stawiam na najlepszej jakości produkty oraz rzetelną obsługę.

Kiedy podjęliście decyzję o uruchomieniu sklepu internetowego?

Początkowo firma zajmowała się wyłącznie sprzedażą hurtowa, a z biegiem czasu i rozwoju rynku, kolejnym – naturalnym krokiem, było rozwinięcie sprzedaży detalicznej. W tym celu postanowiliśmy otworzyć sklep internetowy. Wtedy nie było jeszcze wielu e-sklepów, a my mieliśmy wyróżniającą się ofertę na rynku więc były to idealne warunki, aby wejść w sprzedaż internetową.

Sami uruchomiliście sklep czy wynajęliście do tego firmę zewnętrzną?

Robiliśmy to we własnym zakresie. Znaleźliśmy gotową, szablonową platformę, która do dziś funkcjonuje. Szablon dostosowaliśmy do swoich potrzeb, zrobiliśmy własną grafikę i z czasem ulepszaliśmy sklep o funkcje, które dostawca oprogramowania oferował w ramach aktualizacji. Przełomowym momentem było umożliwienie prowadzenia sprzedaży nie tylko w jednostkach całkowitych, ale również ułamkowych. Byliśmy w stanie sprzedać nie 2 metry chodnika, a 2m 35 cm, co było niezwykle istotne w prowadzeniu naszego biznesu. Zanim ta funkcja była wprowadzona, musieliśmy sobie radzić wpisując zamiast metrów – centymetry.

Czy sklep jest zintegrowany z systemem sprzedaży?

Nie, sklep jest zupełnie osobnym bytem. Cała oferta jest aktualizowana ręcznie. Do dziś na bieżąco wprowadzamy dane na temat towarów, ceny, stany magazynowe.

Nie jest to zbyt uciążliwe?

Jest to niestety uciążliwe, ale na tamte warunki nie było innego wyjścia. Jako, że sklep się rozwija, to problem staje się coraz większy, aczkolwiek nie jesteśmy jeszcze na tym etapie, by zainwestować w integrację. Jest to dla nas “kamień milowy” jaki zamierzamy w przyszłości osiągnąć.

Mimo utrudnień wynikających z braku integracji, posiadamy dużą kontrolę nad stanami magazynowymi. W sklepie stacjonarnym oraz w sklepie internetowym mamy ten sam towar, zatem jak tylko coś się sprzedaje w siedzibie firmy, aktualizujemy stan magazynowy w Internecie. Bardzo tego przestrzegamy, pomyłki zdarzają nam się bardzo sporadycznie.

Jak sobie radzicie z reklamacjami?

Nie pobieramy zadatków na poczet sprowadzenia dla Klienta dywanu, który w danej chwili jest niedostępny. Przed wysyłką dywany są przez nas sprawdzane i starannie pakowane. Pozwala to praktycznie uniknąć problemów z reklamacjami.

Jak się promujecie, jakie macie akcje promocyjne?

Mamy stałą akcję promocyjną o nazwie “Akcja aranżacja”. Klienci mogą wysyłać do nas zdjęcia dywanów, które u nas zakupili. Chodzi o to by pokazać, jak zakupiony dywan prezentuje się we wnętrzu ich domu. Jeśli takie zdjęcie otrzymamy, to klient dostaje rabat na kolejne zakupy w naszym sklepie internetowym. Otrzymane aranżacje umieszczamy w e-sklepie lub w mediach społecznościowych.

Planujecie uruchomić nową platformę sprzedaży. Opowiedz, skąd taka decyzja?

Gotowy sklep internetowy ogranicza nas w dużym stopniu i przyszedł czas na stworzenie platformy dostosowanej do potrzeb naszych i naszych klientów. Potrzebujemy bardziej rozwojowych rozwiązań, zwłaszcza, że rynek wymaga od nas dużej elastyczności. Stawiamy też na nową szatę graficzną – bardziej nowoczesną i przejrzystą. Chcemy również aby sklep był responsywny, gdyż coraz więcej osób robi zakupy przez komórkę lub tablet.

Czy obawiacie się, że nowa platforma nie spodoba się Waszym klientom?

To właśnie klienci sugerują nam, aby zmienić sklep, aby był on bardziej czytelny i nowoczesny. Mamy nadzieję, że wraz z wdrożeniem nowego sklepu uda nam się ich zadowolić. Mamy wielu lojalnych klientów, na których możemy liczyć, więc jeśli cokolwiek będzie nie tak, to na pewno nas o tym poinformują. Jest to też powód dla którego chcemy mieć sklep, który można dostosowywać do wymagań naszych klientów. Wtedy każda uwaga ze strony klienta będzie mogła mieć swój efekt w postaci zmian w sklepie. Do tej pory, przy rozwiązaniu “pudełkowym” było to niemożliwe.

Co jest ważne dla Was, jako właścicieli sklepu – czego Wy oczekujecie od nowej platformy?

Oczywiście uważamy, że nowy sklep powinien być przyjazny dla naszych klientów, prosty w obsłudze, czytelny i nowoczesny. Natomiast z naszej strony, jako administratorów i właścicieli, ogromie ważną kwestią jest również poprawa zarządzania sklepem. Prostota wprowadzania danych, możliwość dodania wielu danych jednym kliknięciem. To wszystko wpłynie na szybszą i wygodniejszą obsługę systemu i pozwoli na oszczędność czasu.

Niestety tworzenie nowej platformy, dostosowanej do naszych potrzeb to duży stres. Naprawdę trudno znaleźć firmę, która wywiąże się z założeń jakie są ustalane przed wdrożeniem, dotrzyma terminu realizacji i będzie oferowała odpowiedni poziom wsparcia na każdym etapie wdrożenia. Każda firma obiecuje cuda zanim złoży się zamówienie na system. Po wpłaceniu zaliczki kontakt się urywa, pojawiają się problemy, o których przy wstępnych rozmowach nawet nie było mowy, a przy końcowym rozliczeniu sklep odbiega od pierwotnych ustaleń. Dużo czasu przeznacza się na tworzenie projektu graficznego, który właściwie nic nie mówi nam o sklepie od strony funkcjonalnej, jednocześnie pomijając, jak się później okazuje, ważniejsze kwestie techniczne. Obsługi systemu właściciel musi uczyć się sam, metoda prób i błędów, odkrywając nie rzadko coraz to nowe problemy wynikające z wdrożonych funkcjonalności, których żaden wdrożeniowiec nie był wstanie przewidzieć lub o nich nie poinformował na samym początku. Jak się przed tym zabezpieczyć – nie wiem.

Okazuje się zatem, że to kolejna zagadka do opisania na tym blogu! Rozumiem, że nowy sklep jeszcze jest w trakcie uruchomienia?

Tak, nadal trwa wdrożenie, więc klienci robią zakupy w naszym poprzednim sklepie.

Weszłaś w rodzinną firmę. Można pomyśleć, że nie był to Twój wybór, lecz coś narzuconego z góry. Czy ta praca daje Ci satysfakcję?

To był mój wybór. Ta praca jest moją pasją, interesują mnie nowości, trendy i różnego rodzaju ciekawostki, nie tylko pochodzące z branży tekstylnej, ale też z całej branży dekoratorskiej. Lubię aranżować pomieszczenia. Telefony od Klientów w podziękowaniu za dobrą poradę dotycząca wyboru dywanu/ tekstury/ kolorów, satysfakcjonują mnie najbardziej. Upewniają mnie też, że działam i rozwijam się we właściwym kierunku. Na co dzień dokształcam się z zakresu fotografii, programów graficznych i nowinek internetowych.

Z Pauliną Rochmińską rozmawiała Aleksandra Błaszczak.

Paulina Rochmińska
Paulina Rochmińska, menadżer sklepu dywanoweinspiracje.pl. Odpoczywa podróżując, robiąc zakupy, oglądając kabarety lub czytając dobrą książkę – najlepiej trzymający w napięciu kryminał.