Obrazek

“Bez inwestowania w markę nie wyobrażam sobie sprzedaży w internecie” – Wywiad z Pauliną Potyrą-Kaczerowską

Tym razem chcę podzielić się z Tobą niezwykłą historią osoby, która jak za dotknięciem magicznej różczki, zmienia blachę w niezwykłą biżuterię. W podobnie magiczny sposób zmieniła swoją pasję w biznes, który dziś daje jej wiele satysfakcji i wolności. Jak sobie radzi prowadząc swój sklep internetowy? Co uważa za podstawę prowadzenia biznesu? Jak rozwija swoją działalność? Zapraszam do inspirującej lektury.

Tradycyjne metody złotnicze to niecodzienne hobby. Skąd taka pasja i pomysł na biznes?

Wszystko zaczęło się od moich zainteresowań. Później zrodziła się pasja do tworzenia biżuterii, a dopiero na końcu pomysł na biznes. Projektowanie, tworzenie różnych form, zabawa materiałami towarzyszy mi od dziecka. Moją ulubioną zabawką był zestaw małego stolarza, w którym była m.in. piła! Potrzeba była we mnie zawsze i przejawiała się w formie różnych pomysłów – rysowanie, rzeźbienie z gliny, zabawa z drewnem, szkłem, malowanie itp. Bawiłam się różnymi materiałami, aż koleżanka któregoś dnia wyciągnęła mnie na weekendowe zajęcia z robienia biżuterii technikami złotniczymi. Wtedy okazało się, że metal jest niezwykle wdzięcznym materiałem i można z niego zrobić cuda. Zafascynowało mnie to, że z tak surowego materiału jak kawał blachy, za pomocą ciężkich i ostrych narzędzi można stworzyć małe, piękne przedmioty, które podkreślają urodę.

Rozbieżność procesu tworzenia od finalnego produktu jest nieprawdopodobna. Żeby to pokazać nakręciłam klip z pracowni, na którym widać jak powstaje piękny, błyszczący pierścionek Princess, który stał się moim flagowym produktem i jest głównym bohaterem w moim logo.

Po jakimś czasie poszłam do szkoły złotniczej, w której spędziłam kilka lat ucząc się złotnictwa. Wybrałam warszawską, prywatną szkołę złotniczą – Wytwórnia Antidotum. To był doskonały wybór. Trafiłam w pełne pasji miejsce, w którym stawia się na rzetelną naukę od podstaw krok po kroku, ale też od początku inicjuje się kreatywność i niezależność projektanta. Przy każdym zadaniu, każdej nowej technice, konsekwentnie wymyślałam w jakim produkcie ją zastosuję. Przez to zaczął mi się klarować konkretny styl. Zamiast odtwarzać i powielać, mogłam ucząc się realizować już spójne, zgodne z moją wizją projekty.

W którymś momencie okazało się, że mam pełne szuflady biżuterii, z których dało się stworzyć lub zbudować kilka kolekcji, a rodzina i znajomi byli już hojnie obdarowani. Do tego w międzyczasie zostałam przyjęta do Stowarzyszenia Twórców Form Złotniczych. Coś trzeba było zdecydować – albo się z tym tematem pożegnać i ciągnąć, co najwyżej, jako hobby albo założyć własną pracownię i zacząć intensywnie pracować nad własną marką. Wybrałam to drugie.

Kiedy podjęłaś decyzję o uruchomieniu sklepu internetowego i dlaczego?

Tak naprawdę właśnie wtedy, kiedy postanowiłam zająć się swoją biżuterią na poważnie. Miałam na celu dwie, a właściwie trzy rzeczy – znaleźć pracownię żeby nie pracować w domu, zacząć budować swoją markę i dotrzeć z nią do klientów. To był trudny czas kiedy równolegle pracowałam w korporacji. Każdy krok musiał być dokładnie przemyślany, bo własna firma pochłaniała mi wieczory, weekendy i urlopy, z czego dużo czasu zajmowało samo wykonywanie biżuterii. Nieocenione w tym czasie było wsparcie ze strony męża, który konsekwentnie popierał moje decyzje, znosił mój permanentny brak czasu, motywował do działania i cieszył się ze mną z pierwszych sukcesów. Wbrew pozorom podjęcie decyzji o porzuceniu kariery w dużej firmie na rzecz własnej, niepewnej działalności wymaga dużo odwagi, wielopłaszczyznowej analizy różnych scenariuszy i mentalnego wsparcia otoczenia.

Zajęło mi to trochę ponad rok. Sklep internetowy był pierwszym pomysłem. Chciałam połączyć miejsce, gdzie można zobaczyć moje portfolio, gdzie mogę odesłać zainteresowanego klienta, który będzie mógł od razu moje produkty kupić i pokazać się światu. Biorąc pod uwagę dzisiejsze możliwości sklep prowadzić można nawet używając telefonu w autobusie. Nadal układam swoją pracę i dobieram narzędzia tak, aby móc pracować z każdego miejsca na ziemi. To mi bardzo ułatwia życie.

Jak wyglądały początki Twojej przygody z e-­biznesem i jak czujesz się w internecie teraz?

Początki były trudne. Nie jest to zdecydowanie biznes bezobsługowy. Prowadzenie sklepu internetowego wymaga wielu dodatkowych aktywności – robienie zdjęć (tego trzeba się nauczyć albo outsource’ować), regularne wrzucanie produktów, aktualizacje, zmienianie ofert i promocji, tworzenie opisów do produktów, budowanie całej koncepcji no i do tego promowanie strony. Prowadzenie sklepu wymagało i wymaga nadal wielu równoległych działań w internecie – obecność w popularnych galeriach internetowych oraz w mediach społecznościowych. Rozkręcanie tego zajęło mi wiele czasu i nadal mam ogromne pole do działania i usprawniania. Wybrałam sobie specyficzną branżę, gdzie ważne jest zaprzyjaźnienie się z klientem. Najlepiej wychodzi to w bezpośrednim kontakcie więc na efekty działań online trzeba zapracować i chwilę poczekać. Nie dzieje się to od razu.

Potyra Design istnieje nie tylko w internecie. Jak powstaje Twoja sieć dystrybucji? Współpracujesz z showroomem w Londynie, Twoją biżuterię można również znaleźć w Lublinie i Warszawie.

To jest to, o czym właśnie mówiłam. Biżuteria, robiona często na zamówienie, nie może istnieć tylko w internecie. Trzeba z nią wyjść do klienta, pokazać mu ją i o niej opowiedzieć. To są rzeczy robione ręcznie, za którymi kryją się konkretne historie. Można je dopasować, zrobić według życzenia, zmienić. Nie jest to produkt powtarzalny i masowy, który sprzedaje się hurtem. Dlatego drugą, ważną odnogą sprzedaży jest dotarcie do miejsc, gdzie ten klient jest i gdzie takich rzeczy poszukuje.

Współpracujące sklepy dobieram bardzo starannie. Sprawdzam do jakiego klienta są skierowane, jakie inne produkty oferują, czy moje produkty będą odpowiednio wyeksponowane i czy obsługa jest odpowiednio przygotowana. Często po czasie weryfikuję realia z moimi oczekiwaniami i jeśli zajdzie taka potrzeba, zmieniam miejsca na nowe.

Zależy mi na tym, żeby moi klienci otrzymywali najwyższą jakość obsługi. Dlatego też m.in. otworzyłam w swojej pracowni showroom, w którym klienci mogą obejrzeć i zmierzyć moją biżuterię, poradzić się, porozmawiać o tym czego szukają. Na miejscu mogę ją modyfikować, zaprojektować, a przy tym, co dla mnie ważne – widzą jak ta biżuteria powstaje. Inaczej jest kupować produkt bezosobowy, a inaczej kiedy jest on dokładnie dopasowany do danej osoby. Bardzo lubię kontakt z moimi klientami. Chętnie się z nimi spotykam. Mam na bieżąco feedback odnośnie produktów i ich potrzeb. Często właśnie po takich rozmowach powstają nowe produkty i kolekcje. Zresztą klientki też lubią do mnie przychodzić. Co może być przyjemniejszego niż parę chwil w przyjemnym, kameralnym, babskim miejscu, gdzie można się napić pysznej herbaty lub kawy przywiezionej z różnych zakątków świata, poplotkować i pomierzyć błyskotki, a przy tym mieć obsługę nakierowaną tylko na siebie? Nic z tym nie może konkurować.

Masz kanał na Facebooku i konto na Pinterest. Czy social media są ważnym elementem promowania Twojej marki?

Social media odgrywają ogromną rolę. Budują wizerunek marki, wiarygodność, tworzą historię, opowiadają z detalami o produkcie i kierują do punktów sprzedaży oraz na stronę. Wielu klientów z offline „pozostaje w kontakcie” z marką poprzez media społecznościowe, a równolegle pojawiają się w ten sposób nowi, którzy szukają tego typu rzeczy. Obecność w social media ma bezpośrednie przełożenie na sprzedaż.

Często bierzesz udział w targach związanych z designem. Czy zainteresowanie osób uczestniczących w tych wydarzeniach przekłada się na liczbę lojalnych klientów Twojej marki?

Targi to trzecia, bardzo istotna, a nie wiem czy nie najważniejsza odnoga sprzedaży w moim biznesie. Tu nie czekam na klienta, a wychodzę bezpośrednio tam, gdzie on jest i tam, gdzie mogę z nim porozmawiać. Dzięki temu nawiązuję najlepszy kontakt z ludźmi, bo widzą, że za tymi błyskotkami stoi żywa osoba, która się pod tą pracą podpisuje. To ma ogromny wpływ na zainteresowanie marką. Osoby, które kupują moje produkty na targach bardzo często do mnie wracają na innych eventach, przychodzą do mnie do pracowni lub po prostu dzwonią kiedy czegoś nowego potrzebują. Często odzywają się do mnie panie i panowie i mówią „Pani Paulino, potrzebuję coś na prezent na imieniny/urodziny/święta dla żony/przyjaciółki/mamy/córki. Będę u Pani za godzinę.” Wtedy siadamy razem i rozmawiamy o tym jaki ta osoba ma typ urody, jaką biżuterię nosi, jak się ubiera i razem coś wybieramy. Czasem już wiem, że córka Pani X lubi długie, etniczne kolczyki, a żona Pana Y delikatną biżuterię i pod tym kątem staram się coś przygotować. Tacy klienci wracają do mnie i wychodzą na każde święta z zestawami dla całej rodziny i dla siebie oczywiście.

W Twoim sklepie internetowym możemy podziwiać galerię z pięknymi zdjęciami wykonanymi na profesjonalnej sesji. Możemy również poznać bliżej Ciebie oraz Twoją pasję dzięki filmowi zamieszczonemu w dziale “O mnie”. Są to interesujące i dobrej jakości materiały. Takie podejście do biznesu na pewno świetnie kształtuje wizerunek, czy ma też przełożenie na sprzedaż? Jakie jest Twoje podejście do inwestowania w swoją markę?

Tak jak już wcześniej mówiłam, sprzedaję produkt, który nie jest masowy, o którym trzeba opowiadać. Film pokazuje co stoi za tymi produktami, kto je wykonuje, jak powstają. Widzimy, że nie robi ich maszyna i mają duszę. Poza tym widzimy, że możemy np. zmienić kolor oczka w pierścionku, rozmiar albo szerokość. Pokazuję w ten sposób też to, że jeśli dana pani marzy od lat o jakiejś kolii, ale nie może jej nigdzie znaleźć, to może właśnie do mnie przyjść bo razem tą kolię stworzymy. Opowiadam o tym zapraszając do mojej pracowni, przez którą trzeba przejść odwiedzając showroom. Klientów z internetu też chciałam do tej pracowni zaprosić w postaci filmu. Ponadto uważam, że dziś określenie “handmade” jest mocno nadużywane. W sieci znaleźć można na to hasło masę różnego rodzaju produktów – od bardzo prostych, typu nawlekane na żyłkę koraliki, które może wykonać w domu każdy (tych jest cała masa, a ich ceny są bardzo niskie) przez biżuterię, w której ktoś zawiesił gotową zawieszkę na gotowy łańcuszek i na tym polegała “ręczna robota”, aż po naprawdę skomplikowane projekty wymagające warsztatu. Muszę się z tego wyróżnić, dlatego też powstał ten klip.

Jeśli chodzi o zdjęcia – bez nich nie mogłabym zaistnieć w internecie. Kupując biżuterię najlepiej ją zmierzyć. Dużo pań i panów ogląda biżuterię na targach, a później zamawia ją w internecie. Jeśli trafi do mnie klient z internetu, który nigdy nie widział tych produktów na żywo, musi dostać dobre, dokładne zdjęcie biżuterii, pokazujące co otrzyma. Najlepiej jak są to zdjęcia wykonane na modelce albo manekinie. Widać wtedy dokładnie długość, rozmiar i łatwiej sobie wyobrazić czy nam lub komuś będzie w tym ładnie. Dlatego jeśli chodzi o przedstawienie marki, to bezwzględnie wyznaję zasadę, że oczywiście z umiarem i odpowiednio do skali biznesu, ale należy w nią inwestować. Bez tego nie wyobrażam sobie sprzedaży w internecie.

Z Pauliną Potyrą-Kaczerowską rozmawiała Aleksandra Błaszczak

paulina potyra
Paulina Potyra-Kaczerowska
Markę Paulina Potyra Design stworzyłam dla kobiet, które cenią sobie indywidualność i wyznają ideę slow fashion. W projektach staram się łączyć nowoczesne wzornictwo z ponadczasową klasyką. Każdy z nich jest unikalny i powstaje według tradycyjnych metod złotniczych w mojej pracowni na warszawskim Mokotowie. Od 2013 roku jestem członkiem Stowarzyszenia Twórców Form Złotniczych. Prowadzę sklep internetowy potyra.com

Komentarze

  1. Bez zabawy w social media szanse na rozwój biznesu obojętnie z jakiej branży są minimalne. Wszystko dzieje się na FB i w podobnych miejscach. Właściwie bez tego się nie istnieje. Lekko przerażające, ale często mocno pomocne w docieraniu do klienta.

  2. Niezależnie czy działamy jako firma, czy jako jednostka to budowa własnej marki, wizerunku jest niezwykle ważna i przydatna. Najlepszym sposobem na uświadomienie sobie tego jest odpowiedzenie na pytanie “czy zaufam komuś kogo nie znam?” – zapewne nie. “Marki” też nie znamy jakoś szczególnie bardzo (chyba że działa od kilkudziesięciu lat) ale jeśli ma zbudowany wizerunek z pewnością będzie nam łatwiej :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *